A WIĘC... ROBALE.

środa, 25 stycznia 2017
A więc... robale. Temat powraca jak bumerang. Po lipcowym odrobaczaniu i chwili spokoju, znów jest gorzej i gorzej. Lila znów przestała rosnąć, nie przybiera na wadze choć je jak dorosły facet, na całym ciele wysypka niewiadomego pochodzenia, suche plamy, czerwone plamy, plamy tu, plamy tam, które nie znikają po lekach, nawilżanie nic nie daje, zasuszanie też nie. No i ciągłe drapanie. Zapadła więc decyzja: trzeba Lilce zrobić przegląd: mocz, badania krwi i to nie tylko morfologia, ale też tarczyca, ferrytyna, próby wątrobowe, CRP,  IgE całkowite, a jak już ją kuliśmy to powtórzyliśmy też testy alergiczne pokarmowe, do których dołożyliśmy sierść psa i kota. Do tego akurat była pełnia, więc znów zrobiliśmy zbiórkę kupy, żeby wysłać do Warszawy do laboratorium. To całe zbieranie kupy (chyba już 10 raz) w pewnym momencie zrobiło się zabawne. Lilka do mnie przybiega i szepcze:  Mamo, chcę kupę.  Na co odpowiadam: Ok, to lecimy do toalety. Lilka dopytuje: ale na dużą toaletę czy na nocnik? (na nocnik robiła w dni zbiórki) Ja: na dużą. Lilka: a to dziś nie musimy kupy pakować do kubeczka? :)  To pakownie kupy to już był cały rytuał. Najpierw chodziłam i w myślach błagałam żeby Lilka zrobiła kupę, bo trzeba było zbierać w konkretne dni. A potem jak już Lila zrobiła, to szybko wstawała, mówiła: nie patrz , nie patrz, wycierałyśmy pupę, a ona zwiewała z łazienki krzycząc: już możesz patrzeć!:) A ja zostawałam z niezła kupą, kubeczkiem i tą malutką łopatką dołączoną do kubeczka:) Resztę pozostawiam Waszej wyobraźni...:)

Jedynym, naszym ratunkiem była wizyta u dr Ozimka. Wchodzę na stronę chce się rejestrować i co? Do końca roku brak choć jednego malutkiego wolnego terminu. Jak to?!? Przecież to wizyta prywatna!! Przecież tu chodzi o robaki, a nie grypę!! Jakimś cudem udało nam się dostać do akurat na dzień, w którym i tak musieliśmy być w Warszawie. Lilka tylko weszła do gabinetu, a on już wydał wyrok: lamblia i zapewne coś jeszcze. Do tego stwierdził, że morfologia ma charakterystyczny rozmaz dla lamblii, do tego niski poziom ferrytyny, krótkie włosy, mały wzrost i waga. No to znów odrobaczanie, sprzątanie, parzenie wrzątkiem, wielkie pranie. Oby pomogło. Oby te maleńkie stworzonka były choć 1% naszych problemów. Bo czasem można już zgłupieć, czasem oszaleć, czasem jak jest przez chwile lepiej to zapominam o tym, a potem wszystko wraca ze zdwojoną siłą.

Przez ostatnie 3 miesiące wielokrotnie zdarzało nam się, że u Lilki pojawiały się nagłe pogorszenia. W tym czasie zawsze w okolicy pełni skóra nagle pogarszała się, a nie zmienialiśmy nic w diecie, pielęgnacji, ani proszku do prania. Przyczyny niektórych udało mi się wytropić jak np. to, że Lilka dotknęła taty, który wcześniej dotykał swojego preparatu z mleka, po czym potarła buzie, co skończyło się wielką pokrzywką na całej twarzy. Jednak wiele z tych incydentów pozostaje zagadką. I chyba decyzja o odrobaczaniu była tą dobrą, bo po 3 dniach od zakończenia pierwszej serii i przeleczeniu Elidelem buzi, która była w najgorszym stanie jest duuużo lepiej. Buzia jest miękka i pozbawiona zmian, które jak na razie nie wracają. Co najważniejsze Lila nie masakruje już swoich dłoni w nocy, nie budzimy się w łóżku zalanym krwią, nie muszę odrywać od jej dłoni czy innej części ciała przyklejonej piżamy, nie muszę codziennie rano zmieniać opatrunków. Właściwie to od 3 dnia ich nie robiłam. Lilianka nie musi już koniecznie spać w opatrunku, a na to jeszcze skarpetkach, nie szarpie już w nocy uszu, nie trze buzi, nie drapie kolan. Od 3 dni śpi. Tak po prostu śpi. Za to ja budzę się i sprawdzam z przyspieszonym oddechem czy ona aby na pewno oddycha. Jakoś tak po 3 latach niespania, a były momenty, że spałam po 3h taka noc jest dla mnie przerażającą, ale cudowną odmianą. Co najważniejsze Lilcia odpoczywa. Jak wiadomo sen, szczególnie ten nieprzerwany jest dla nas zbawienny. W czasie snu nie tylko odpoczywamy, ale też regenerujemy się. W czasie snu dzieci rosną. I myślę, że to jest jedna z przyczyn tego, że Lilianka jest na 15 centylu jeśli chodzi o wzrost. Do tego podobnie wygląda z wagą, ale to już "zasługa" lamblii, która zjada wszystko, co ważne dla naszej Lilki.

I tak jestem w szoku, że Lilka pomimo tych swoich wszystkich przygód, a w większości są one związane z jelitami, a jak wiadomo zdrowie pochodzi z brzuszka nie choruje, jest silna i pogodna. Pewnie właśnie w tej chwili z niejednych ust pada argument, że nie chodzi do przedszkola. Tak to prawda, ale chodzimy na zajęcia z muzyki, bywamy w centrach handlowych, sklepach, spotykamy się ze znajomymi, z rodziną, co chwile gdzieś wyjeżdżamy. A ona rzadko coś łapie, a jak już złapie to szybko i bezboleśnie z tego wychodzi. Myślę, że to wszystko zasługa diety: bardzo mało słodyczy, a te które je robimy głównie w domu, dużo kasz i warzyw w diecie. Do picia tylko woda albo herbata miętowa, czystek, rooibos. Wszystko to wzbogacone symbiotykiem i suplementacją witaminy D, której Lilka mimo ograniczonej diety (nie je ani ryb, ani jajek, ani krowiego nabiału, czyli naturalnych źródeł tej witaminy) nie ma niedoboru. Do tego nieprzegrzewanie, a raczej jak mówią nasze mamy "zimny wychów":))

W piątek zaczynamy drugą serie odrobaczania. 8 dawek przemycanych 2 razy dziennie w owsiance albo innym pokarmie. Trzymajcie kciuki!



Tak było przez ostatnie 2-3 tygodnie. Nic nie pomagało. Ani maści, ani smarowanie, ani zasuszanie. Zupełnie nic. Nagle 3 dni po odrobaczaniu.....





... ta sama maść, która wcześniej nie przynosiła żadnego rezultatu w 2 dni uleczyła skórę Lilianki.
Tak jest po 8 dawkach i 3 dniach przerwy. Jak na razie zmiany nie wracają, choć swędzi to tu to tam.
Mam nadzieję, że po powtórnej dawce będzie już tylko lepiej. Oczywiście nie wierzę, że to tylko pasożyty były przyczyną naszych problemów i wiem, że one nie znikną, ale mam nadzieję, że były choć w kilku % powodem nasileń i kiepskich nocy.



5 komentarzy

  1. A odporność badałyście? Podobno kazde dziecko przechodzi lamblie (bo jak tu ich nie złapać ;)) i zdrowy organizm je zwalczy i wytworzy przeciwciała, natomiast problemy sa przy niedoborze odporności...

    OdpowiedzUsuń
  2. A odporność badałyście? Podobno kazde dziecko przechodzi lamblie (bo jak tu ich nie złapać ;)) i zdrowy organizm je zwalczy i wytworzy przeciwciała, natomiast problemy sa przy niedoborze odporności...

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas odporność naprawdę ok. Lilka nie łapie żadnych ciężkich chorób. Przez 3 lata raz odoskrzelowe zapalenie płuc, ani razu anginy czy zapalenia ucha. Mąż często z wyjazdów coś przywozi i choruje, nie izolujemy go, a ona nic nie łapie, więc tu jest ok. Z tego co ja wiem to każdy z nas ma pasożyty, niedobra jest ich zbyt duża ilość i nie można ich też do zera wytępić, bo one są jakby częścią flory bakteryjnej. A Lilka pewnie u dziadków złapała: są tam koty, jadła owoce spod drzewka, gdzie siłą rzeczy koty przebywają, bawi się na podłodze, a koty w domu też bywają.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasz synek również ma takie uczulenia gdy tylko śpimy gdzieś poza domem. Prawdopodobnie jest to reakcja alergiczna na jakiś środek do prania. Mam tylko nadzieję że to nie robaki.. :/

    czytaj więcej

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę, te zmiany naprawdę wyglądają niepokojąco... Testy alergiczne to absolutna konieczność, a jeśli nic nie wykażą, polecam wizytę u sprawdzonego przeze mnie alergologa.
    Jeśli tylko poszukujesz lekarza, zobacz tę stronę.

    OdpowiedzUsuń